Powrót

  • I znowu jestem w szpitalu. Tym samym co rok temu. Zaraz po wyjściu z niego przed rokiem przestałam pisać i nie mogłam znowu zacząć. Próbowałam wiele razy, ale wychodziły mi jakieś sztuczne, kwadratowe zdania...takie wyciskane. A przez ten rok tyle się zdarzyło...Tak w telegraficznym skrócie : firma, w której pracowałam właściwie nie istnieje. Wisi klientom prawie milion złotych. Były szef opowiada wszystkim, że to pracownicy go okradli. Sami odeszli najepsi, pozostałych zwolnił. Ja, po usłyszeniu od szefa (w tydzień po tym jak przysyłał mi do szpitala SMSy, żebym szybko wracała do zdrowia, bo gdzie on znajdzie drugiego takiego pracownika jak ja), że właściwie to nic w firmie nie robię i mam sobie znaleźć coś do roboty, bo inaczej się pożegnamy...poszłam na zwolnienie. Najpierw naprawdę się dusiłam, znowu szpital, potem chirurgiczne wyprostowanie przegrody nosowej, a potem grupa wsparcia na dziennym oddziale psychiatrycznym. I szukanie nowej pracy. W międzyczasie sanatorium. I nowa praca, jak zawsze z dnia na dzień i bez wysiłku. Znowu mam szefa i 7 kolegów. Koleżanka jest tylko jedna - partnerka szefa. Bywa w biurze rzadko, ale często gadamy przez telefon. Jest konkretna, ogarnięta i spod Byka. A 4 września przeprowadziliśmy się do naszego, wymarzonego domu na wsi. To co się działo zanim do tego doszło było, zdarzyło się, choć trudno mi uwierzyć, że sama to wszystko przeżyłam. Sprzedaż mieszkania, szukanie domu (2 razy wystawili nas do wiatru właściciele), nerwy, łzy, kłótnie...Oj długo by...W konsekwencji kupiliśmy najlepszy dom ze wszystkich oglądanych i bardzo się cieszymy, że tamci właściciele (dalej nie sprzedali swoich domów ) wycofali się z umów. W jednym było super, klimatycznie, kamienne schodki, piękny ogród...tyle, że dom bliźniak i cały na skarpie. Wejście do domu na szczycie skarpy, samochód u jej stóp. Klimatycznie i romantycznie, ale zupełnie niepraktycznie. A drugi 19 km od miasta, duży, kawał ziemi...tyle, że do remontu wszystko. Od dachu z eternitu, poprzez hydraulikę, elektrykę, podłogi itd. W tej samej cenie co nasz. Właścicielka nie zgodziła się czekać na nasz kredyt hipoteczny. Próbuje sprzedać ten dom od 5 lat. I chyba po prostu go sprzedać nie chce. A pierwszy dom...gdy myśmy się napalili i chcieliśmy podpisywać umowę przedwstępną, a oni zarzekali się, że dom jest już nasz i nikomu go nie pokazują. ..ogłoszenie, przez które znaleźliśmy tą skarpę, pojawiło się z...dużo wyższą ceną. Nie wierzyłam własnym oczom. Poprosiliśmy znajomych, żeby zadzwonili...tak, dom jest do sprzedaży za tą wyższą cenę...Przy jednym i drugim pożegnaniu z domami ryczałam kilka dni. Z żalu za domem i nad ludzką naturą. Aż trafiliśmy na ten nasz. 13 km od centrum miasta, 4 km od granic. Jest taki jak zawsze miał być. Jak narysowany przez dziecko. Stromy dach, okna, drzwi...strych, piwnica. Duża stodoła, letnia kuchnia. Przydomowa oczyszczalnia ścieków, gaz przy granicy działki. Na razie mieszkamy na workach i kartonach, bo Żab prowadzi remont. Ale z każdym dniem pojawia się coś nowego, jakieś małe udogodnienie i jest fajnie. Z Żabem różnie. Te ostatnie tygodnie to był hardcore. Każde z nas radziło sobie z nim po swojemu. Było kilka chwil naprawdę na ostrzu noża. Uczę się ciągle brać Żaba po czynach, a nie wrzaskach, które zdarza mu się podnosić. Bardzo o mnie dba. On teraz pracuje na 2 etaty, jeden normalnie, a drugi w domu. Rozwalili już kilka ścian, bo chcę mieć otwartą kuchnię z jadalnią, położyli kable i podwieszane sufity. Ja przed i po pracy ganiam między wieloma urzędami i instytucjami w związku ze zmianą adresu i podpisywaniem nowych umów oraz między bankami 2 celu posiąścia kredytu hipotecznego. Wracam ledwo żywa, gdzie Żab jest w podobnym stanie. Ale to on mówi : połóż się, odpocznij. I to on dzwoni : wracaj już do domu, zakupy zrobiłem. Przeprowadzka...Żab i Syn zorganizowali to tak, że właściwie tylko koordynowałam zadania. A i tak byłam wykończona. Regularnie odwiedzają nas Żaba rodzice, ciekawi jak postępują prace, przywożą jedzenie. Moja mama - jak można było się spodziewać - tylko przyjeżdża i lamentuje ile mamy pracy. O Jezu, Jezu, Jezu ile tu pracy. Ani razu, że jak sobie zrobimy to będzie fajnie. Tylko Jezu, Jezu, Jezu. Roboty rzeczywiście jest dużo. Ale robimy to dla siebie i cieszymy się każdym postępem. Nawet jednak w tym remontowym pyle i w kartonach...jest po prostu fajnie. Mamy pyszne gruszki i jabłka, zdążyłam jeszcze objeść się malinami...Śliwki w przyszłym roku, a orzechy od sąsiada już teraz :) A przed domem olbrzymia magnolia kwitnąca na biało. Posadzę pomidory i słoneczniki...Mój kawałek ziemi...Niesamowite uczucie. No i koty. Wychodzą na dwór, wchodzą do piwnicy i na strych, ganiają się po całym domu jak małe koniki, taki przy tym hałas. Jest dobrze. Marzenia naprawdę się spełniają :) A, że ich spełnienie łączy się z ogromnym wysiłkiem...odpoczywam w szpitalu. Tym razem było niezbyt wesoło. Wczoraj przyjechałam tak zaduszona, że w ogóle nie było słychać szmerów pęcherzykowych. Dzisiaj już cała orkiestra płucna na swoim miejscu. A ja śpię i śpię. Trzeba nabrać sił przed wyjściem. Praca, w której teraz się udzielam jest fajna, szef OK, z kolegami czuję się jak w podstawówce, agregaci jakich mało. Ale to nie praca z gatunku teraz kawka a teraz herbatka. Zasuwam naprawdę na wysokich obrotach. Lubię to, nie wiadomo kiedy mija czas, a szefowie wprost mówią, że jestem bardzo dobrym pracownikiem. Pracuję tam piąty miesiąc, a szef zgodził się od trzeciego miesiąca płacić mi o 500 miesięcznie więcej, żebym miała wyższą zdolność kredytową. Szefowie mają 6 kotów. Od razu się porozumieliśmy. Na początku szef bardzo mnie sprawdzał, ale teraz już głośno mówi, że jestem dobra. Załatwiłam też pracę u nas koledze z poprzedniej firmy. A, i na dzień dobry dostałam tyle netto co w tamtej firmie dostawałam brutto. No i w maju ZUS przywrócił mi rentę. A w lipcu Żab się oświadczył. To mój trzeci pierścionek zaręczynowy. Ale pierwszy z brylantem! To dobry rok. Niech taki zostanie :)

3 komentarze
  • Bryzeida
    Bryzeida no Niuńka :) co ja się namęczyłam, żeby przypomnieć sobie hasło ... ale jestem, bo Ty wreszcie wróciłaś... Trochę się działo... u Ciebie i u mnie... Pisz! Pozdrawiam. B
    18 października
  • Andrea
    Andrea Wow. Naprawdę to wszystko przez rok? Jesteś niesamowita. Bardzo się cieszę, że Twój związek przeszedł w fazę poważnego narzeczeństwa przypieczętowanego wiciem własnego, wyśnionego gniazdka! Obiecaj, ze będziesz bywała tu częściej. Ściskam :)
    18 października
  • BabaBest
    BabaBest Dziękuję i też ściskam. Będę się starała :)
    18 października