Marcelina: ''Mój mąż okazał się zoofilem'' - Piekniejsze.pl

Marcelina: ”Mój mąż okazał się zoofilem”

''Mój mąż okazał się zoofilem'' wyznała jedna z czytelniczek. Sprawdź, jakie zakończenie miała historia opisywana przez Marcelinę.
''Mój mąż okazał się zoofilem''
”Mój mąż okazał się zoofilem”, fot. pixabay.com

Do naszej redakcji odezwała się Marcelina (imię zmienione), która opisała swoją historię. Dotyczy ona zoofilii. Pozwoliła nam opublikować w artykule treść wiadomości.

”Mój mąż okazał się zoofilem”

Marcelina swojego męża poznała, gdy rozpoczęła pracę w dużej korporacji. Siedział obok niej i przez pierwsze dni tłumaczył zasady funkcjonowania firmy. Od razu zrodziło się pomiędzy nimi silne uczucie i duże napięcie.

Gdy poznałam Krzysztofa (imię zmienione) od razu poczułam, że miedzy nami zrodzi się silne uczucie. Każdego dnia przychodząc do pracy czekałam na rozmowę z nim, wymienienie uśmiechu czy muśnięcie się dłońmi. Czasem nawet udawałam, że czegoś nie rozumiem, żeby przyszedł do mnie i zaczął mi tłumaczyć.

Po kilku tygodniach zaprosił mnie na randkę. Było wspaniale i nawet nie wiem kiedy minęły 2 lata, a my byliśmy po ślubie. Życie układało się po naszej myśli, kupiliśmy nawet mieszkanie i kota. Planowaliśmy kolejne lata i wiedzieliśmy, że będziemy razem do końca życia.

-wspomina Marcelina

W dalszej części wiadomości, którą wysłała nam Marcelina, poruszyła temat sfery seksualnej z Krzysztofem. Okazało się, że to właśnie tam zaczął pojawiać się problem.

Na początku na seks nie mogłam narzekać, a po ślubie z Krzysztofa wyszło prawdziwe dzikie zwierze. W łóżku robiliśmy niesamowicie szalone rzeczy. W snach bym nie pomyślała, że kiedykolwiek przed kimś otworzę się tak bardzo i nie będę wstydzić się ostrego seksu.

Jednak jak to bywa, w pewnym momencie zaczął być on rzadszy przez natłok obowiązków. To nie był największy problem. Namiętność spadła, a stosunek był zdecydowanie mniej niegrzeczny niż wcześniej. Postanowiłam się jednak tym nie martwić i cieszyć życiem u boku wspaniałego faceta.

Zaniepokoiła mnie jednak pewna kwestia. Często było tak, że podczas stosunku obecny w łóżku był nasz kot. Na początku mi to nie przeszkadzało, bo bywało tak, że spał na skraju, co nie komplikowało współżycia.

W pewnym momencie zauważyłam jednak pewną zależność. Zawsze działo się tak, że jak mieliśmy seks, chwilę wcześniej Krzysztof przychodził z kotem na rękach i kładł go na skraju łóżka. Po 10 minutach zaczynał grę wstępną i było współżycie. Zaczęłam się zastanawiać po co ten kot.

Kilka dni później robiłam mu loda, gdy nagle podniosłam głowę i ujrzałam, że wzrok Krzysztofa skierowany był na kota, a nie na mnie. Pękło coś we mnie, przerwałam czynność i pobiegłam do łazienki, w której się zamknęłam.

Czułam się ze sobą okrutnie. Pomyślałam, że powodem jego spoglądania się na kota był fakt, że przestałam się mu podobać i czuje do mnie obrzydzenie. Po chwili dobijania się Krzysztofa do drzwi, w końcu zdecydowałam się, żeby wpuścić go do środka.

Wyjaśnił mi, że jego spojrzenie na kota nie było kierowane obrzydzeniem do mnie, a po prostu z poczucia przyjemności patrzył beztrosko w odchłań. Mimo, że nie byłam przekonana – uwierzyłam mu.

-opowiadała Marcelina

Dalsza część historii budzi ogromny szok i zdziwienie. Dodatkowo porusza pewne seksualne zaburzenie.

Po tej sytuacji nasz seks nie był już taki sam. Plusem było to, że w naszej sypialni przestał stale gościć kot. Jednak w pewnym momencie zauważyłam, że Krzysztof przestał tak często inicjować zbliżenia. A jeśli już do nich dochodziło – były kompletnie bez emocji.

To powodowało, że między nami zaczęło się bardzo psuć. Narastał konflikt, a my nie potrafiliśmy dojść do porozumienia. Myślałam nawet, czy nie będzie potrzebny rozwód – nie widziałam szans na uratowanie związku.

Nagle dostałam informację, że na weekend muszę pojechać na delegację służbową do innego miasta. Był to mój obowiązek, więc pojechałam. W niedzielę wieczorem okazało się, że muszę zostać jeszcze kilka dni, o czym poinformowałam Krzysztofa.

Na wyjeździe bardzo tęskniłam za mężem i uzmysłowiłam sobie, że zawalczę o nas związek. Chciałam mu zrobić więc niespodziankę i napisałam, że wrócę w środę rano, a tak naprawdę w pociąg wsiadłam we wtorek po południu. Gdy wieczorem podjechałam pod mój dom, od razu pobiegłam wyściskać Krzysztofa. Moje oczy jednak nie wierzyły w to, co ujrzały.

Mój mąż kopulował z naszym kotem na łóżku. Był to przerażający widok, ponieważ zwierzę było przerażone, a Krzysztof wyglądał na bardzo zadowolonego i omotanego zbliżeniem ze zwierzęciem. Nagle krzyknęłam ”Ty jesteś zoofilem! Chory człowiek”.

Wtedy Krzysztof mnie dostrzegł i wypuścił zwierzę. Nigdy z czymś takim się nie spotkałam, nie wiedziałam co robić. W pośpiechu opuściłam mieszkanie, a tydzień później złożyłam pozew o rozwód. Nie chciałam go nigdy więcej znać.

Od koleżanki w pracy dowiedziałam się, że kiedyś na delegacji, gdy Krzysztof się upił próbował kopulować z psem. Wszyscy zrzucili to na alkohol, ja dziś wiem, że to poważne zaburzenie psychiczne – zoofilia.

Droga Redakcjo,

Z Krzysztofem nie mam kontaktu, jednak chciałabym, aby moja historia nagłośniła to zjawisko.

Pozdrawiam,

Marcelina

zakończyła Marcelina