Samo życie.

  • Nie było mnie całe pięć lat. W tym czasie założyłam rodzinę, urodziłam bliźniaki i któregoś dnia postanowiłam znów zacząć od nowa. Miało być normalnie, fajnie a tym czasem gdy tylko zaszłam w ciążę przyszło mi doświadczać życia jakiego się nie spodziewałam. Brzuch rósł a wraz z nim piętrzyła się góra obowiązków którym musiałam podołać. Zaczeło się od tego że mąż stracił pracę i wygodnie rozsiadł sie w domu. Przerażona znalazłam mu nowe zajecie. Było słabo płatne, poniżej jego kwalifikacji ale obligowało go do codziennego wstawania i jakiegoś działania. Liczyłam, że szybko zacznie szukać czegoś lepszego ale tak sie nie stało. Całą ciążę mimo złego samopoczucia musiałam pracować, dorabiać i stawać na głowie by związać koniec z końcem. Z zaradnej wesołej dziewczyny przeistoczyłam sie w zaradną zmęczoną ciężarowkę. Mąż wracał po pracy, jadł i kładł się do łóżka a rano wstawał, jadł i wychodził. Urodziły sie dzieci. W życiu męża nic to nie zmieniło. Mijaly miesiące a ja byłam matką i niańką 5 lat starszego ode mnie faceta. Trudno w to uwierzyć ale tak było. Jeśli chciałam jechać z dziećmi do dziadków (jego rodziców) musiałam ten wyjazd zorganizować włącznie z przygotowaniem mu ciuchów bo inaczej jechał by jak fleja. Wyręczał się mną we wszystkim wg zasady "Jak czegoś chcesz to to zrób, jeśli nie to będzie tak jak jest, mi obojętne" Fizycznie i nerwowo kończyłam się. By odwrócić moją uwagę od myśli o ucieczce, wyzwoleniu się grał na uczuciach. Robił z siebie ofiarę losu, w sposób zawoalowany dawał do zrozumienia że rozbijanie rodziny zawsze odbywa się kosztem dzieci, sprawiał że czułam się jak świnia. Któregoś dnia gdy zapytałam dlaczego nie poświęca nam czasu, nie dba o rodzinę, nie zależy mu na mnie. Prawie z pogardą zasugerował bym na siebie spojrzała :( Nie miałam może modnych ciuchów ale mimo nawału zajęć nie zapuściłam się. Pan mąż poza niańką najwyraźniej chciał mieć jeszcze wymuskaną pomykającą na szpilkach super modelkę. Tego dnia złapałam pion. Znalazłam czas, złożyłam wniosek o separację. Znalazłam odwagę by opowiedzieć rodzinie o tym co się działo, dostałam wsparcie. Czuję się jak ktoś kto dostał od życia jeszcze jedną szansę chociaż nadal bardzo często wraca niesmak związany z tym co przeżyłam. Minie, wiem. Piszę o tym wszystkim nie tylko dla chęci wyrzucenia tego z siebie. Wiem jak wiele kobiet utyka gdzieś pomiędzy poczuciem odpowiedzialności a wielką dziejącą się im krzywdą i trwa tak całymi latami. Naprawdę nie warto, wszystkie mamy prawo do szczęścia.

12 comments
  • baska1, Marimar, and escada like this
  • MaMaiJa
    MaMaiJa Podziwiam za odwagę. Wiem, że kobieta jak już się za siebie weźmie to mknie na przód niczym pociąg ale najtrudniej zebrać się na odwagę. Cieszę się, że miałaś wsparcie i działaj dalej! Siła jest kobietą ;)
    February 2, 2017 - 1 likes this
  • Leo
    Leo Miło jest wiedzieć, że nadal tu jesteście. Sympatycznie mi się zrobiło czytając też komentarze od osób które dopiero czytam, poznaję. Kochane jesteście :)
    February 20, 2017
  • cjana
    cjana Warto, pewnie, że warto tylko czasem tak trudno się zebrać w sobie...
    March 16, 2017
  • escada
    escada Cześć, ależ ja mam spóźniony refleks. Odbierzesz wiadomość?
    April 20, 2017