helinat

  • W ostatnim czasie byłam we Włoszech w miejscowości Lecce. Wszystko tam jest piękne, miasto ma niepowtarzalny urok ze swoimi wąskimi uliczkami i pięknymi bydynkami z białego piaskowca. Powodem mojego pobytu były praktyki w tamtejszej orkiestrze. Razem z moimi przyjaciółmi mieliśmy okazję poznać bliżej Włochów i ich kulturę, a po pracy zwiedzaliśmy pobliskie nadmorskie miasteczka. Cudowne było to, że każdego dnia mogliśmy być gdzie indziej, ponieważ było jednakowo blisko do morza jońskiego, jak i adriatyckiego. Włosi okazali się niezwykle pomocni i mili, zawsze chętni, aby nam pomóc, czy pokazać nowe miejsce. Jednego dnia wybraliśmy się na sam skraj włoskiego "obcasa", gdzie oba morza się łączą. Pogoda była cudowna, a kolor wody tak niesamowity, przejrzysty, że mozna by się zatracić jedynie patrząc w morską głębinę. Niestety w tym całym szczęściu udało mi się stanąć na jeżowcu :) no bo jak by mogło być inczej. Ale czym byłyby przygody bez odrobiny goryczy. Mamy bardzo mądre powiedzenie "nie ma tego złego..." Od tamtej chwili wiem jak wartościowe odoby mam wokół siebie. Gdyby nie oni, nie wiem jak bym sobie poradziła, ponieważ właściwie nie byłam w stanie stanąć o własnych siłach. Mój przyjaciel wział mnie na barana i jakoś dotarliśmy najpierw do autobusu, a potem do mieszkania. Mógłby być to najgorszy dzień tego wyjazdu, ale wbrew pozorom cały czas się śmialiśmy! Złapalismy taką głupawkę, że jeszcze pół nocy siedzieliśmy śmiejąc się ze wszystkiego. Miejsce było jedno z piękniejszych jakie udało mi się zobaczyć, ale wszystko nabiera jeszcze wyrazistrzego smaku, jeżeli ma się takich ludzi, z którymi się je "zdobywa".