matiju

  • W dniach 20-23 kwietnia 2017 r. miałem przyjemność zasiąść jako kibic na Mistrzostwach Europy w judo, które odbywały się w Warszawie, na hali Torwar. Jako, że kocham tę dyscyplinę (trenuję ją od 6 roku życia) i nigdy nie miałem okazji oglądać imprezy takiej rangi na żywo, było to dla mnie coś niesamowitego. Uczucie gdy przechodzisz obok mistrza olimpijskiego, czy mistrza świata, którego dotąd znałeś jedynie z ekranu telewizora jest nie do opisania.

     

    Jako, że jestem osobą troszkę nieśmiałą, miałem wątpliwości czy jechać do Warszawy, tym bardziej, że pierwszy raz w życiu musiałem zorganizować sobie i swoim młodszym kolegom bilety, nocleg na 2 dni oraz jakieś jedzenie. Wszystko było na mojej głowie. Jednak, ku mojemu zdziwieniu poradziłem sobie z tym wszystkim znakomicie.


    Po pierwszym dniu emocji, związanych z dużą ilością walk stoczonych na Torwarze, stosunkowo szybko poszliśmy spać do naszego skromnego hostelu. Kolejnej nocy, po kolejnej porcji emocji związanych z turniejem, wraz z kolegami musieliśmy się troszkę wyszaleć :)) Dostaliśmy informację, że jest organizowane Judo After Party, w jednym z najpopularniejszych klubów w Warszawie. Już o 22 ubrani w koszule, ruszyliśmy na miasto, tylko po to, żeby błąkać się po stolicy przez bitą godzinę. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, okazało się, że Ci podziwiani przez nas, światowej klasy judocy, również się tam bawią. Obserwując, bawiąc się, czy nawet rozmawiając z tymi ludźmi, zdałem sobie sprawę z tego, że... to normalni ludzie. Oglądając ich w telewizji, gdy zdobywali mistrzostwa olimpijskie, czy świata, wydawali się jakimiś nadludźmi. Wydawało się, że tacy ludzie są jakby z innego świata. Tymczasem oni piją, śmieją się, robią sobie głupie kawały i cieszą się drobnostkami.Są po prostu sobą. Nikogo nie udają. Nawet w pewnym momencie, Węgier, wicemistrz olimpijski z Londynu, przypadkowo, w czasie swojego rozbrajającego tańca rozwalił terminal do płacenia - musielibyście widzieć jego minę :D Obserwowanie tych zachowań dało mi wiele do myślenia.

     

    Nasz wypad do klubu był bardzo "owocny" również dlatego, że wygraliśmy kilka rzeczy. Ja - dwie koszulki, chociaż właściwie półtora, ponieważ jedna była wręcz zadziwiająco krótka :P Kolega natomiast złapał voucher o wartości 300 zł w popularnym sklepie sportowym. Szczęście nam dopisało :))

     

    Kolejnego dnia już o 11 oddaliśmy nasz pokój i uradowani, lecz troszkę zmęczeni, pośpiesznie ruszyliśmy na ostatni dzień zawodów. Byliśmy na trybunach tylko 3 godzinki, ponieważ już o 14.40 mieliśmy pociąg do domu. Mało brakowało, żeby nam odjechał sprzed nosa, ponieważ autobus jadący pod dworzec nam wypadł. Po raz kolejny mieliśmy dużo szczęścia.

     

    Uważam, że takie wydarzenia, doświadczenia, które się zdobywa oraz poczucie, że coś się w życiu dzieje jest bezcenne. Gdy tylko wracam pamięcią do tego wyjazdu, od razu uśmiech się pojawia na twarzy. Niczego nie żałuję. Już teraz zastanawiam się nad wyjazdem na Mistrzostwa Świata (!), które odbędą się w sierpniu w Budapeszcie :)



    P.S.

    Trzymajcie za mnie kciuki. Pewnego dnia i ja dołączę do światowej elity w tym sporcie :)

     

0 comments