alexandrovna

  • Kościół Sagrada Familia w słonecznej Barcelonie. Muszę przyznać, że średnio uśmiechało mi się zwiedzanie go. Nie jestem osobą religjną i szczerze powiedziawszy wolałam przespacerować się ogrodami, których w Hiszpanii nie brakuje. Ale wycieczka była zorganizowana, więc nie mogłam buczeć.

    Przestałam narzekać, gdy dotarliśmy na miejsce. Pod kościołem pełno ludzi, ale gdy się tam stoi, jesteś tylko ty i majestatyczna budowla. Niemal przytłacza cię swoją ciekawą i nietypową architekturą. Powykrzywiane postaci, wyrzeźbione setki lat temu opowiadają historię znaną z kart Biblii. Jest w tym kościele coś intrygującego, nawet lekko strasznego.

    W środku też był tłum, ale nie zwracałam na nich większej uwagi, zaabsorbowana architekturą wnętrza. Co mnie zdziwiło? Minimalizm. Nie ma tam ołtarzy ze złota i przepychu. Są za to witraże, rzucające na białe ściany kolorowe plamy. Tłum turystów stłoczony przy ogromnej tablicy, gdzie w wielu językach jest modlitwa "Ojcze nasz...". Cała wycieczka z radością pokazuje modlitwę w języku polskim.

    Kościół opuściłam wyciszona i pełna zadumy. Kościół, którego budowa wciąż trwa i nie widać jej końca. Widoczny z wielu punktów widokowych w Barcelonie, niczym przypomnienie "Nigdzie się nie wybieram. Jestem tu. Wciąż się rozbudowuję". To bylo miejsce, które wywarło na mnie ogromne wrażenie i mnie zachwyciło.