irrytacja

  • Rok 2016 wspominam jako rok walki samej ze sobą. Będąc niespełna 19letnią nastolatką, usłyszałam od lekarzy, że nigdy nie wyzdrowieję. Dopadło mnie paskudne choróbsko jelit, które dodatkowo wyniszcza krok po kroku cały organizm. Z chorobą wiązały się przeogromne bóle brzucha tuż po zjedzonym posiłku, ponieważ organizm nie tolerował większości produktów. Byłam zmuszona przejść na dietę ubogoresztkową, bez mleka, smażonych potraw, cukru, surowych owoców i warzyw itp, itd. Jestem strasznym łakomczuchem, słodycze potrafię jeść garściami. Największym sukcesem 2016 jest dla mnie wytrwanie w diecie bez słodkości i różnych smacznych, przyprawionych potraw. Dzięki temu doprowadziłam swoją chorobę do remisji, teraz nie odczuwam żadnych dolegliwości i w końcu(!) mogę pozwolić sobie na coś pysznego. Za kolejny sukces minionego roku uważam bardzo dobrze zdaną maturę oraz dostanie się na wymarzone studia. Nikt we mnie nie wierzył, gdyż przez chorobę popadałam w depresję, nie miałam na nic siły ani motywacji. Jednakże zawalczyłam sama o siebie i udało się. Co roku wymyślałam sobie na siłę postanowienia noworoczne; rozwijanie swoich pasji, zrobienie super sylwetki na wakacje, zaoszczędzenie pieniędzy... Jednak w roku 2017 planuję po prostu cieszyć się życiem i korzystać z niego pełnymi garściami. Poprzedni rok uświadomił mi, jak bardzo życie potrafi być przewrotne oraz nieprzewidywalne. Początkowa diagnoza lekarzy, była diagnozą o nowotworze złośliwym. Na szczęście się mylili. Korzystając z okazji bycia w remisji (bo nie wiadomo jak długo ona potrwa, być może niespełna rok) i nie odczuwania objawów choroby, chcę jak każda nastolatka iść na imprezę, koncert. Chcę również więcej udzielać się charytatywnie i dawać ludziom szczęście. Podobno dobro wraca.. Mam nadzieję, że i do mnie kiedyś wróci w postaci nowowymyślonego leku na moją chorobę. A póki czuję się dobrze, chcę po prostu, najzwyczajniej na świecie cieszyć się życiem i to jest moje postanowienie na rok 2017.