A miało być inaczej..

  • Nie odzywałam się, jestem okropna- wiem.
    Grudzień był bardzo intensywny.
    Mama przyjechała, od razu zaczął się bieg po lekarzach bo odczuwała silne bóle nerki i kręgosłupa. Nerka bolała ją tak, że robiło jej słabo podczas "ataku". Martwiliśmy się, jednak USG wykazało, że nerka czysta, więc badania, badania, lekarze, badania..
    Do tego grudzień był dla mnie bardzo pracowity, na moim blogu o testowaniu dużo pisałam, siedziałam do 1-2 w nocy, żeby wszystko nadrobić, miałam 3 duże kampanie i kilka drobnych testowań, miałam głowę pełną dodatkowych pomysłów, jednak nie podołałam.
    Domowe obowiązki codzienne i wiadomo.. grudzień sam w sobie jest dość intensywnym miesiącem.

    W Nowy Rok chciałam wejść z rozbiegu.. był piękny plan, zdrowe odżywianie, regularne ćwiczenia, dalsze starania o ciążę, chciałam oba blogi (ten i o testowaniu) prowadzić regularnie i reaktywować moje stare konto na piękniejszych, żeby pisać książkę, tak po prostu.. dla siebie, dla was, dla satysfakcji.

    Dzisiaj mama była na ostatniej wizycie, maraton po lekarzach na razie dobiega końca..
    Nowotwór wątroby, złośliwy, nieoperacyjny... guz ma 10cm.
    Zrobiło mi się słabo... usiadłam, choć głos starałam się mieć naturalny, nie mogę przecież obciążać mamy jeszcze moimi uczuciami..
    Chichot losu.. dosłownie, abstynentka ma nowotwór wątroby..
    Płaczę po kątach, bo gdy się rozpłakałam po odłożeniu telefonu, przybiegła moja córka, przytuliła się, powtarzała "mamo, proszę" ogarnęłam się wstałam i wzięłam ją na ręce, ona nadal wtulona, głaskała mnie jedną ręką po plecach, przyszła mi do głowy myśl "kiedy ona tak urosła? Dopiero była bobasem, jak ten czas szybko leci...ile jeszcze czasu będzie miała babcię?" Wtedy podszedł do mnie mąż, też mnie przytulił i zaczęłam szlochać.. dziękując w duchu Bogu, że ich mam.. chociaż tyle mam, mam komu się wypłakać. Ogarnęłam się jednak ponownie, dla niespełna dwulatki taki widok to nie jest dobre rozwiązanie.
    Chodziłam po domu, sprzątałam, bo nie umiałam usiedzieć nawet chwili, wycierałam, zamiatałam, co chwilę wycierając łzy..

    W końcu oboje zasneli a ja usiadłam na internecie i zaczęłam czytać, chciałam wiedzieć jak najwięcej, już wiem, czemu nie będą jej leczyć, chemioterapia, naświetlania i inne.. praktycznie nie pomagają przy raku wątroby.
    Jedyne co jej zaproponowali? W kwietniu ma się wstawić na badanie krwi..
    Czytam więc dalej.. szukam nadziei, pocieszenia, jakieś brzytwy której mogę się chwycić.. czytam..
    "Nowotwór złośliwy wątroby nieoperacyjny, jest bardzo ciężki do zdiagnozowania, najczęściej diagnozuje się go u pacjentów, których guzy osiągają już 10cm, u większości pacjentów, czas życia po diagnozie wynosi 3-6 miesięcy"
    Co?
    3-6 miesięcy?
    3-6miesięcy?????!!!!!

    Jakby ktoś ściął mnie z nóg, jakby mi w twarz z buta przywalił..

    Usiadł mi ktoś na duszy.. i siedzi.. i zejść nie chce.. jest taki ciężki, nie pomagają łzy.. to coś nadal siedzi na mojej duszy i ugniata mnie..

    Zadzwoniłam do mamy, musiałam, chciałam usłyszeć jej głos, była wesoła, pełna życia.
    Zapytałam jak się czuje, czy nie jest zmęczona po tym jeżdzeniu po lekarzach..
    Ona na to do mnie
    "Jak cię znam, to już przekopałaś internet, co tam wyczytałaś?"

    I co ja jej miałam na to odpowiedzieć?

    Gdy dodała, że wieczorem ma zamiar usiąść do komputera i też poczytać, poczułam jak zrobilo mi się niedobrze.. nie chce żeby znalazła w sieci to, co ja znalazłam.. no więc chwyciłam się brzytwy..

    "Wiesz.. wyczytałam, że wyzdrowiał facet, który miał guza 20cm, więc też masz szanse" - tak naprawdę była to reklama prywatnej kliniki.
    "No i.. nie chcą cię poddać chemii, bo wiesz.. wyczytałam, że leczenie zależy od tego jak jest umiejscowiony guz, czy nie uciska żadnej ważnej żyły, jeszcze dużo badań cię czeka...." mówiłam wszystko to, co tylko przychodziło mi do głowy pozytywnego, że czasy się zmieniają, że mają teraz innowacyjne techniki leczenia..

    No bo co ja miałam jej powiedzieć? Nie kłamałam, naprawdę to przeczytałam.. tylko dlaczego w jej wypadku odesłali ją do domu? Ma wrócić dopiero w kwietniu?

    Powiedziała mi, że śnił jej się ojczym, wyszedł przed piękny dom z ogrodem, wyciągnął do niej rękę, chciał zaprosić ją do środka, chciał żeby z nim poszła a ona powiedziała mu, że nie może, jest zajęta, ma jeszcze dużo spraw do załatwienia i obudziła się zlana potem..


    W czwartek mamy pogrzeb w rodzinie, w sobotę moja córka ma urodziny, będę na nich tylko ja, moja mama i teściowa. Nawet M. jest w pracy, nie może wziąć wolnego, bo brał wolne, żeby wozić moją mamę od kliniki do kliniki na badania, a kawał drogi to jest..
    Moja bratowa.. w lutym ma operacje woreczka a jeszcze biega po lekarzach, bo coś ma z piersią, lekarze wyczuli jakieś guzy.. jej córka aktualnie zaplenie płuc. Wszyscy odmówili przyjścia- chociaż własnie tego się spodziewałam.

    Starania się o dziecko odwołane, nie mam siły na ciążę w tym wszystkim..

    Miałam wejść w Nowy Rok w butach z płomieniami.. a wchodzę na kolanach błagając Boga o nadzieję i siłę...

8 komentarzy
  • Eliza
    Eliza Nie mogę wiele ale wysyłam Mamie i Tobie wielkie pokłady energii. Ściskam mocno!
    25 stycznia 2017
  • LadyDestrukcja
    LadyDestrukcja Tak bardzo mi przykro :(
    25 stycznia 2017
  • Fa
    Fa Oj kochanie, bardzo bardzo mi przykro :*
    26 stycznia 2017
  • Modelka
    Modelka Przytulam, napisz koniecznie jak tam u Was.
    30 stycznia 2017