Decyzja podjęta- choć nadal trochę się boję.

  • No cześć wam wszystkim! :)
    Co do macierzyństwa- macie rację.
    Ja już decyzję podjęłam i będziemy się starać o dziecko :)
    Przemyślałam sobie wszystko.. czuje się świetnie w domu, mam lepsze i gorsze dni- z tym się zgodzę. Jednak takie dni zwątpienia ma się zawsze, bezwzględu na to, co robimy aktualnie w swoim życiu.
    Wracając do tematu- dobrze się czuję w domu, wyszukuję przepisów na necie i wdrażam je w życie. Prowadzę blog, testuje, tworze kronikę, w której zawieram najważniejsze wspomnienia Martynki (kiedyś jej dam w prezencie) i nawet założyłam nasz mały rodzinny przepiśnik, pomyślałam, że może kiedyś moje dzieci chętnie skorzystają z przepisów potraw jakie jadały w dzieciństwie a i mi łatwiej szukać przepisu, który spisałam z internetu :)
    Dbam o siebie, o dom, o ciepło rodzinne i czuję się w tej roli wspaniale! Spełniam się, po raz pierwszy w życiu robię to, co sprawia mi radość.

    Z drugiej strony...

    Kiedyś rozmwiałam z M. na temat pracy.. tak luźno dość.
    Powiedział mi, że teraz jestem najlepszą wersją siebie, gdy pracowałam byłam ciągle przemęczona i zestresowana.
    I jeżeli zechcę iść do pracy to wporządku, on nie ma prawa mi tego zabraniać, bo takie czasy dawno się skończyły, jednak gdybym chciała zostać w domu już na zawsze, to on nie ma nic przeciwko temu, jemu bardzo podoba się taki model rodziny.

    I wtedy coś mnie zakuło...
    Po pierwsze zakiełkował strach, tyle naczytałam się historii o tym jak faceci zamieniają się w tyranów i niedoceniają bezrobotnych żon, zdradzają je i nie szanują. No i trzeba się zabezpieczyć na przyszłość, bo przecież renta albo emerytura.. nigdy nie wiadomo co przyniesie los...

    Do tego standardowe "Co ludzie powiedzą?" Już słyszałam szepty w rodzinie, że Martynka ma prawie dwa lata a ja pracy nie szukam, chociaż tak naprawdę niedokładam się do budżetu domowego dopiero od 3 miesięcy, niewspominając o tym, że w mojej rodzinie są kobiety, które nie pracują od lat i nie mają zamiaru do niej wracać.

    Odpowiedziałam mu, że nie wiem co będzie za jakiś czas ale dzisiaj, nie wyobrażam sobie tego. Oczywiście, że fajnie jak mama jest w domu, jest na każdym spotkaniu w szkole, pomaga w nauce, dzieci nie muszą same sobie radzić. Fajnie, gdy zawsze jest ciepły obiad. Sama źle wspominam wiecznie pusty i zimny dom, taki bez emocji.. bo praktycznie nikt w nim nie mieszkał a jak już przebywał to jeden drugiemu przeszkadzał, bo każdy się śpieszy albo jest nerwowy.
    Jednak dzieci rosną, dojrzewają, przestają w pewnym momencie potrzebować opieki i co wtedy ze mną? Będę zrzędą zamiast wspierającą matką? Nie będę wiedzieć co się dzieje dookoła mnie oprócz nowych przepisów w internecie? Zacznę plotkować i robić innym pod górkę, bo nie mam własnego życia?
    Dopóki każdy poranek to wyzwanie, dopóki mogę czuć satysfakcję z tego, że Martyna nauczyła się czegoś nowego a mężuś zachwala jak wspaniale gotuje, dopóki planujemy więcej dzieci i jeszcze wiele zostało do zrobienia w naszym życiu.. dopóty ja mam swój cel.
    I właśnie dlatego jestem szczęśliwa i radosna.
    Dlatego teraz mogę się zajmować domem, bo dzięki temu czuję, że żyję. Ale kiedyś będę potrzebowała nowego bodźca.
    Ja wiem jaka byłam jak pracowałam.. zmierzła, zmęczona, znerwicowana.. ale to dlatego, że nie lubiłam swojej pracy, chodziłam tam tylko dla pięniędzy.
    Skoro dajemy radę i pieniądze nie są celem, mogę znaleźć pracę, która będzie mnie rozwijać i będę czerpać z niej radość, nie będzie mnie dołowała, tylko mobilizowała. Pracę, która nie zniszczy mojego życia rodzinnego, bo nigdy mnie nie będzie.

    Ja wiem, że nic nie wiem...
    Wiem, że jeszcze mało mam lat i nie znam swojej przyszłości.
    Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele razy zmienię zdanie.
    I że praca od 7-15, z wolnymi weekendami, to w dzisiejszych czasach mrzonki..
    Ale kto nie marzy, ten marzeń nie spełni ;)

    Tak więc na razie skupiam się na "dziś" choć wciąż nie tracę celu na "jutro".
    Na razie urodzę i odchowam dzieci i będę czerpać z tego garściami. A gdy nadejdzie dzień, w którym poczuję "już czas coś zmienić" zacznę to zmieniać i oczywiście, że boję się o pozycję na rynku, luki w cv nie wyglądają za dobrze ale chyba jednak bardziej boję się, że czasu nie cofnę i tych rodzinnych chwil już nie przeżyję. Teraz jest czas dla rodziny a za jakiś czas... kto wie.. może to M. zmieni pracę czy dostanie awans i będzie miał czas dla dzieci a wtedy ja rozwinę zawodowe skrzydła bezwzględu na to w jakich godzinach.

    Niemniej jednak.. po raz kolejny cieszę się, że to właśnie M. jest moim mężem, że potrafi wyczuć (chyba nawet lepiej ode mnie) co w danej chwili jest dla nas dobre, potrafi mnie zrozumieć i iść wspólnie ze mną w stronę słońca.. choć często pod górkę.

7 komentarzy
  • Zdesperowana
    Zdesperowana Przestaje być tak istotne, że idzie się pod górę gdy u boku ma się świetnego kompana. Muszę Ci powiedzieć, że podziwiam, że w moim odczuciu wspaniałe jest takie świadome, przemyślane macierzyństwo kiedy ma się szanse wybrać moment, przygotować no i oczeki...  więcej
    24 listopada 2016
  • Daga
    Daga Kluczowe decyzje podejmuję zazwyczaj bardzo długo a i tak ze skutkiem bardzo różnym. Podziwiam Cię, wiesz czego chcesz, jesteś rodzinna, umiesz poświęcić coś, postawić na jedną kartę. Twoja córeczka ma wspaniałą mamę a mąż partnerkę.
    25 listopada 2016
  • pyciamala
    pyciamala Dałaś mi do myślenia ;) Życzę Ci samych najlepszych decyzji i wszystkiego dobrego. Masz cudownego męża, widać, że masz w Nim wielkie oparcie :)
    28 listopada 2016
  • Kiniaa
    Kiniaa Tak, zmuszasz do refleksji! A dziecko powinno mieć rodzeństwo. Rówieśnicy, koledzy, koleżanki tonie to co brat czy siostra. Słuszna decyzja!
    3 grudnia 2016