Zjazd szpitalny

  • Szpital. Piąty dzień. Do tej pory nawet nie odpaliłam komputera. Śpię, czytam Jeżycjadę, albo ... płaczę. Nie potrafię stwierdzić czemu. Tak jakoś ogólnozmęczeniowo i równie ogólnie przygnębieniowo. W firmie źle. Ostatnią wypłatę dostałam bez złotówki premii. I wielkich zmian na lepsze nie widać, kondycja finansowa jest skrajnie zła, w rozmowach wewnętrznych typujemy jak długo jeszcze przetrwamy i obstawiane są miesiące. Pora zacząć szukać innej pracy. A ja w jakimś letargu. Szpital, jak zawsze, przywitany został przeze mnie w formie dopustu Bożego, ale dostrzegam jego zalety. Poza badaniami i posiłkami nikt nic ode mnie nie chce. Nie muszę się malować, żadne buty mnie nie obcierają, nie myślę czy w domu jest chleb...Gdyby nie goście i nieustanne telefony, to taka przymusowa ucieczka od świata. Bardzo mi potrzebna. A może właśnie dlatego tu jestem, że bardzo jej potrzebowałam i organizm był uprzejmy się dostosować? Żab stara się jak może, przywozi słodycze, owoce i soki, dzisiaj rano nawet loda. I tęskni już naprawdę, bo nawet o tym mówi i pisze :) Mama zanudza mnie godzinnymi monologami, w których nie ma nic, o czym bym już - przynajmniej kilkakrotnie! - nie słyszała. Ale jednak większość czasu spędzam w ciszy i spokoju. Sala dwuosobowa. Wczoraj wypisali panią, 62 lata, rak płuca z przerzutami do mózgu i innych organów. Nieoperowalny, bo przy samej tętnicy płucnej. Wszystko to lekarz przy mnie jej wyłuszczał. Strasznie płakała. Dużo rozmawiałyśmy. Dzisiaj przyjęli panią w wieku mojej mamy, której z powodu nowotworów usunięto tarczycę i jedną nerkę, a teraz ma guzy na płucach. Jutro będzie miała bronchoskopię. I aż mi trochę głupio, że ja tak płaczę. Bo w końcu jakie mam problemy? Szczególnie w porównania do nich...A płaczę jakoś tak łatwo i co chwilę. Ze wzruszenia, z rozczulenia, może trochę ze smutku...Dużo ostatnio myślę o przemijaniu, o starości. Niby w duchu jest się ciągle tą samą osobą co zawsze tylko siły wyraźnie ubywa, a co za tym idzie i chęci. Ginie gdzieś taka szczeniacka radość życia, w każdym razie pojawia się ona znacznie rzadziej. Jestem mocno emocjonalną osobą i pamiętam, że uczucie takiego wszechogarniającego szczęścia pojawiało się we mnie często i to zupełnie bez powodu. Radość, zachwyt...Teraz też się pojawiają, ale znacznie rzadziej. Coraz rzadziej. Dobrym, pożądanym stanem jest pozytywny spokój. Cóż, na uniesienia też potrzeba siły... Dziwne, że smutek i przygnębienie nie notują podobnych tendencji zniżkowych :) No i te okoliczności dodatkowe. Choćby takie buty. Kiedyś mogłam chodzić w czymkolwiek co dało się wciągnąć na moje stopy w niebanalnym rozmiarze 42. W tej chwili prawie wszystkie buty sprawiają mi jakieś problemy. W tych uwiera mały palec, w tych duży, a jeszcze w tych pięta. Te gniotą, te obcierają, a te odparzają. Nawet sportowe! Przeszkadza prawie każdy biustonosz (jak i wszystko inne co choć trochę ściska). Co będzie za 10 lat? Dres na zmianę z piżamą i rozdeptane kapcie? Mam nadzieję, że to jakiś chwilowy - choć długa coś ta chwila - spadek poziomu serotoniny, czy czegoś innego, co da się uzupełnić, w mózgu. Bo jeśli tak już zostanie, albo i jeszcze się pogłębi to biedna ja i wszyscy wokół. Wiele razy słyszałam - najczęściej od mojej mamy - jaka starość jest okropna i nieudana. Zawsze myślałam, że gdy przyjdzie moja to się dogadamy. Hm. Może właśnie na tym to dogadywanie polega, że akceptujemy coraz więcej, oczekujemy coraz mniej, a pozytywny spokój wystarcza i nie tęsknimy za zachłystami zachwytów? Hm. A może ja po prostu muszę się wkrótce porządnie upić?...

3 komentarze
  • Bryzeida lubi to
  • Bryzeida
    Bryzeida Oj Niunia, mam podobnie... :) A przemijanie, cóż ... bogowie jej nam zazdroszczą. Oby tylko zdrowie za bardzo nie szwankowało. Coraz częściej chodzi za mną piosenka Martyny Jakubowicz "Kiedy będę starą kobietą"... Ściskam.B
    1 lipca 2017
  • Daria3
    Daria3 "Kiedy będę starą kobietą, czasem będę słowika słuchała, o straconej wolności pomyślę, o mężczyznach, których kiedyś kochałam..." Znam, znam.
    6 lipca 2017
  • Daria3
    Daria3 BabaBest, takie refleksje nie pojawiają się przypadkiem. Smutki wyłażą z nasz gdy jesteśmy zmęczeni lub gdy trafiamy na grunt sprzyjający np szpital. Uciekaj stamtąd, wyskocz z bliskimi na drinka, życie jest piękne. Przecież to wiesz :*
    6 lipca 2017