Fajnie :)

  • Nie poszłam na niemiecki i dobrze mi z tym. W końcu Dzień Dziecka trzeba święcić! :) Ten tydzień jest już do przeżycia, chodzę, pracuję i jakoś daję radę. W poprzednim nie dawałam, szczególnie w pracy. Jedyne na co było mnie stać to układanie tetrisa na telefonie. Koleżanki nie były w lepszej formie, jedna się nawet zastanawiała kiedy Szef ją wywali. Zapał do pracy nie dawał nam żyć. W tej pracy, bo poza nią było już lepiej. Z Żabem ostatnio całkiem fajnie. Docieramy się i praktycznie nie ma zgrzytów. On się mocno odprężył i już nie wstydzi się powiedzieć, że się ode mnie uzależnia, co okazuje na każdym kroku. Wyciszył się, już nawet te końskie zaloty zdarzają się dużo rzadziej.wać Uznał, że już nie musi się podpisywać? Bez względu na powody jest spokojnie, fajnie i z czułością. Razem gotujemy, oglądamy seriale (jaka cudowna odmiana gdy nie muszęzq wysłuchiwać jadowitych komentarzy, na które pozwalał sobie Gnom), wieszamy pranie, pijemy piwo. Sielanka :) Mama też na razie nie zgłasza zastrzeżeń. Na razie, bo zgłosi na pewno :) U niej oczywiście katastrofa za katastrofą, albo chociaż nieodpowiednie traktowanie. Po staremu. Już nie liczę, że to się kiedyś zmieni :)
    Sąsiedzi kupili dom. Na obrzeżach miasta, poniemiecki, Żab go remontuje. Odpalają mi się wielkie tęsknoty. Za dzieciństwem, za podobnym, poniemieckim domem babci...Takim z piwnicą i strychem, z mnóstwem zakamarków i schowków. Ich właśnie taki jest. Siłą rzeczy czasem tam bywam i szczerze im zazdroszczę. Naturalnie nie tego remontu i ogółu kosztów, ale swojego kawałka ziemi. Zastanawiam się czy ja aby na pewno jestem taka miastowa, jak zawsze myślałam, czy też więcej jest we mnie tego dzieciństwa u babci i bezpośredniego kontaktu z roślinami, zwierzętami, ziemią. W mieście żyje się inaczej. Tak czyściej, schludniej. Ale to się łączy z wieloma ograniczeniami, choćby przestrzennymi, których na wsi nie ma. Tam można mieć rozmach, każdy pomysł znajdzie swoje miejsce, nikomu się nie zawadza. Jako dzieci spędzaliśmy mnóstwo czasu na dworze i nikt nas nie gonił za każdy okruszek, każdą plamkę i bałagan. W mieszkaniu przeszkadza mi każdy włosek na podłodze, nie dlatego, że jestem pedantką. Po prostu go widzę. Na klepisku, które było podłogą naszych licznych " bawitek " nie było widać śmieci. Prawie żadnych. A kiedy pozamiatałam miotłą z gałązek, robiło się idealnie czysto. Jasne, że dzisiejsza wieś różni się sporo od tej, na której się wychowałam. Ale żyje się na niej ciągle inaczej niż w mieście. Ciągle zastanawiam się jednak czy, gdybym naprawdę zamieszkała w takim wymarzonym od dziecka domu z kawałkiem ziemi, czułabym się tam dobrze. Klimaty wiejskie sielskie są cudowne w marzeniach, gdy widzi się wszystko właśnie takie jak teraz, rozkwitnięte, soczyste, słoneczne. Ale przecież są tam i szarugi, i mrozy, a w piecu nie napali żadna kotłownia. Jestem bardzo ciekawa czy kiedyś będzie mi dane przekonać się na własnej skórze jaka jestem naprawdę. Miastowo - pudełeczkowa czy wiejsko - rozmachowa. Chciałabym ...

2 komentarze
  • Yenika lubi to
  • Yenika
    Yenika W moim miejskim mieszkaniu zawsze było sterylnie, dbałam o porządek i nie wyobrażałam sobie by można było odpuścić sobie ten stan. Z drugiej strony doskonale pamiętałam wiejski dom babci w którym wcale nie wszystko było na tip top a ja spędzając tam czas ...  więcej
    5 czerwca
  • Wini
    Wini Napisałaś "Razem gotujemy, oglądamy seriale, wieszamy pranie, pijemy piwo" a ja się rozmarzyłam. Wiele z nas chciałoby mieć przy sobie takiego partnera a niewielu udaje się znaleźć.
    5 czerwca