Fochmen

  • Czwartek. Czyli jutro piątek i to w czwartku piękne jest. Przed Świętami miałam 2 wolne dni. Wolne od pracy zawodowej, bo w domu się nie nudziłam. Gołąbki, rolada z żółtego sera, gotowany sernik na herbatnikach z galaretką, sałatka z żółtego sera, śledzie. Żab zrobił krokiety z mięsem, kapustą i grzybami, upiekł mięsa. W sobotę wieczorem, bo w normalne dni wraca do domu po godz.20. W Święta byliśmy u mamusi, potem u wujka. Ojciec Żaba zapraszał nas do nich, ale Żab grzecznie podziękował i odmówił, argumentując, że on się boi do nich przyjeżdżać na dłużej niż 10 minut, tym bardziej ze mną, bo nie wie co Wielka Siostra wymyśli. Nie chciał w ogóle z nimi spędzać tych Świąt. Potem zmiękł i spytał czy możemy rodziców zaprosić do nas w drugi dzień. Jasne. Zadzwonił do ojca, on, że zobaczymy. Święta minęły, nikt do nikogo nie zadzwonił, spotkania też nie było. We wtorek ojciec zadzwonił, żeby wyrazić swoje oburzenie, że syn się nie odezwał przez całe Święta oraz zakończyć rozmowę fochem. Żab mówi, że już ma to gdzieś, ale to tylko pobożne życzenie. Bardzo to wszystko przeżywa. Mi też się oberwało. Nie, żeby coś mi zrobił czy powiedział, raczej wręcz przeciwnie. Ki.ka dni się do mnie nie odzywał oraz spał na kanapie z powodu jakiejś totalnej piedoły. Potem przyznał, że to w ogóle nie chodziło o mnie, że nie daje sobie rady sam ze sobą. Przepraszał, przyjęłam. Przez cały okres focha normalnie rozładowywał zmywarkę itd., ja spokojnie oglądałam przy nim TV i chichrałam się przez telefon. Próbowałam rozmawiać zaraz na wstępie, dalej był foch, więc uznałam, że zrobiłam co mogłam i zajęłam się swoimi sprawami. Żab wracał tak późno, że szedł spać, na wzmiankowanej wcześniej kanapie. Nie wiem czy zabrnął za daleko i nie wiedział jak się wycofać, czy mój brak reakcji niekoniecznie był tym czego oczekiwał, któregoś dnia rano, a był to piątek, oznajmił mi, że w poniedziałek się wyprowadza. Było to tak głupie, dziecinne i bez sensu, że parsknęłam radosnym śmiechem, życzyłam powodzenia i pojechałam do pracy. Dojeżdżałam do niej, więc po jakichś 10 minutach zadzwonił. Że przeprasza, że wcale tak nie myśli, że sobie nie radzi. Wysłuchałam, potem odebrałam sporo SMSów z wyznaniami. Jakoś nie bardzo mnie to wszystko obeszło, bardziej śmieszyło. Wiem, że ma bardzo ciężki czas, szczególnie dla faceta. Prawie na nic nie ma wpływu. Ulubiona inwestorka doprowadza go do białej gorączki, remont się przedłuża z miliona powodów, a następne czekają w kolejce. Wykorzystałam jednak sytuację do starannego wyjaśnienia rzeczonemu jak ja to widzę i co myślę na temat ewentualnych przyszłych tego typu sytuacji. Potem jeszcze raz czy dwa, przy jakiejś przekomarzance typu : a czemu masz teraz takie ciemne włosy (bo mi farbę wycofali z rynku, ale Żab, jak prawie każdy facet, nie znosi zmian i powinnam zawsze wyglądać tak samo) spytałam z uroczym uśmiechem : a co, zamierzasz się wyprowadzić? Ale potem uznałam, że to jak kopanie leżącego. On ma dużo trudniej niż ja. Mieszkamy razem ponad 2 miesiące i to było jedyne nieporozumienie. A poza tym dalej przytula, się zachwyca i wyznaje. Zobaczymy czy wykorzysta naukę. Ja na pewno :)

4 komentarze
  • amelia2266 oraz Yenika lubią to
  • amelia2266
    amelia2266 Oj co za związek bez nieporozumień! Zawsze one odbudowują relacje i umacniają :)
    21 kwietnia - 1 lubi to
  • Lakotka
    Lakotka Uważam, że każdy problem należy przedyskutować, przerobić i zamknąć. Sytuacja gdy ktoś z kim zdecydowałam się żyć milczy po to by po jakimś czasie poinformować, ze jednak to nie o mnie mu chodziło mocno by mnie zagotowała. Ja nie potrafiłabym funkcjonować...  więcej
    24 kwietnia
  • Agnieeszka
    Agnieeszka Lakotka, też jestem zbyt temperamentna na takie milczące rekolekcje :)
    24 kwietnia
  • Yenika
    Yenika Rozmowa, latające talerze ale nie milczenie... to nie leży w mojej naturze
    24 kwietnia