Takie tam Szczęście

  • Jestem szczęśliwa. Są motyle w brzuchu. I przeczucie, że to może być właśnie ten człowiek…
    Zaproszenie na Sylwestra przyjęłam. To dość piorunujące tempo – poznać rodziców, kiedy człowieka właściwego jeszcze się prawie nie zna, ale, że moim życiem rzadko rządzą konwenanse to pojechałam. Mieszkają 15 km ode mnie. Chciałam jechać swoim samochodem, ale zostałam gwałtownie przekonana, że nie ma mowy. Dłużej trwały przepychanki co do godziny spotkania. Ja skłaniałam się ku jakiejś godzinie wieczornej typu 19, a on najchętniej przyjechałby po mnie o 6 rano Po długich negocjacjach ustaliliśmy godz. 16. 30. Denerwowałam się trochę, bo to nie miała być krótka kawka tylko długi Sylwester. Z ludźmi, z których jednego znałam 2 tygodnie, a pozostałych wcale. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Ojciec na moją cześć piekł kaczkę z jabłkami i przygotował jakieś 2 tony jedzenia. Mama jest po dwóch wylewach i mogła mu tylko kibicować. O tym więcej za chwilę. W dniu Sylwestra od rana, P. dzwonił (kurczę, muszę wymyślić Mu jakiś miły skrót) i zdawał relację, że siedzą z ojcem i patrzą na mięsa i każdy na swoje. P. piekł karkówkę i kurczaka, a ojciec wzmiankowaną kaczkę. W trakcie relacji ojciec w tle : patrzą na mięsa bo na nic innego nie pozwolono nam patrzeć! Ja w śmiech, że to dobrze, bo grupa sylwestrowa powinna wystartować razem, aby razem dotrzeć do noworocznej mety, oni hahaha i takie tam. Przyszedł w końcu moment gdy przyjechaliśmy. Dom pod lasem, dwóch albo trzech sąsiadów w okolicy. Miejsce na ognisko, miejsce na grilla, huśtawka ogrodowa, wiaty na samochody. Dom ogromny. Rodzice przesympatyczni. Ale tak naprawdę. Ojciec w 10 minut usiłował zapoznać mnie z całą rodziną do trzeciego pokolenia wstecz, poprosił, żebym mówiła im po imieniu i na 100 sposobów pokazał mi jak się cieszy z mojej obecności. Wręcz fizycznie wyczuwalna akceptacja. Mama jest po dwóch wylewach. Mówi i chodzi, ale powoli i z trudem. Ojciec to klasyczny samiec alfa, były wojskowy. I sposób w jaki zajmuje się mamą…parę razy miałam łzy w oczach. Szorstko, bez miziania, ale…Przejął wszystkie domowe obowiązki, nauczył się gotować, sprzątać, prać, myć okna…Robi wszystko. I to jak! W domu lśni, a kaczka z jabłkami pycha. Opowiadał, że było to dla niego trudne, nigdy nie zajmował się domem. No, ale jak żona zachorowała to było oczywiste. Ona – mama – na mój widok : ojej, jakie ty masz piękne włosy, a ja już prawie nie mam i jeszcze córka zapomniała mi dzisiaj nakręcić. Ojciec po grzebień i : zobacz, już ładnie wyglądasz. Co chwilę zrywał się, żeby przynieść sweterek, bo pewnie chłodno, albo ją przykryć, bo poszła się położyć i na pewno o przykryciu zapomniała. Pilnuje jej tabletek, wydziela słodycze, które ona uwielbia, a nie może jeść, bo ma bardzo skaczący cukier. Jakie negocjacje! „Jak zjesz kawałek kurczaka i przejdziesz do kuchni i z powrotem, dostaniesz kawałek ciasta”. Ona : a wypchaj się, nigdzie nie będę chodzić! Dostała w końcu ten kawałek, zjadła i po chwili zastanowienia wylizała talerzyk. Ojciec : no bój się Boga, jak ty się zachowujesz, przecież mamy gościa i co ona sobie pomyśli! Biegał co chwilę z tą kaczką, zaglądał, polewał…A mama złote rady, bo ona kiedyś bardzo dobrze gotowała. On : proszę cię, ja teraz gotuję, daj mi rozwinąć skrzydła! Ona do mnie : widzisz jak oni mnie traktują? Wszystko ze śmiechem, na luzie. Ona mówi : mam teraz, po chorobie kłopoty z pamięcią…Oni - mąż i syn – ty nie zwalaj na chorobę, zawsze miałaś sklerozę! Ona na mnie : sama widzisz. Miałam oczy dookoła głowy. Ich więzi są niesamowite. Byli kiedyś bardzo rozrywkowi, chodzili na imprezy, tańczyli. Od kiedy mama zachorowała, wszystkie imprezy odbywają się w domu, żeby mama mogła uczestniczyć. Tych wyrazów troski jest tak dużo, że nie sposób ich opisać. Są po prostu wszędzie, w każdej sytuacji. A mnie przyjęli tak, jakbym zawsze należała do rodziny. Na moją cześć było ognisko, przygotowane kijki…A zanim zdążyłam skończyć pierwszą potrawę, ojciec zaprosił mnie już na piątek, bo przecież Trzech Króli to mam wolne. Na moją, absolutnie na pewno niezbyt mądrą minę : wiem, że w domu odpoczywa się najlepiej, ale przyjedziesz ze 3 razy i już będziesz się czuła jak w domu. Około godz.3 uczułam, że się zaraz wywrócę i pora pójść spać. Przedzierzgnęłam się resztkami sił w piżamkę. SMS : Dobrej nocy. Haha. Wzajemnie. „A ja to nie mogę spać”. Ja : no to chodź do mnie. Bez żadnych podtekstów, w sensie, że chwilę pogadamy i spać. A Moje Szczęście wparowuje do pokoju gdzie spałam i zaczyna się rozbierać. Ja : yyyyyyyyyyy ???????? Ale ja myślałam, że pogadamy. On : i pogadamy, ale na leżąco, posuń się :) No to pogadaliśmy, choć gwarancja nietykalności pozostała. Rano Szczęście mówi : ciekawe czy rodzice spytają gdzie spałem. Ja : jak spytają to powiedz, że tylko spaliśmy i do niczego niestosownego nie doszło. A on : jasne! Żeby się ze mnie nabijali, że jestem pierdoła?! :) Potem znowu przepychanki, o której mam wrócić do domu. I ojciec : bierz urlop na tydzień, przecież to wszystko trzeba zjeść i wypić :) A na drogę dostałam czekoladki. Szczęście : no nie! Konkurencja we własnym ojcu? Nie skomentowałam. Nauka radziecka i nie tylko ona, dobrze zna takie przypadki :) Wczoraj, poniedziałek. Praca, po pracy, i coś zaczęliśmy rozmawiać o mojej mamie. Ja, że w końcu będę musiała jej powiedzieć, choć nie pałam zapałem w tym kierunku. Zadzwoniłam, gadka szmatka, a moja matka : czy ty nie jesteś zakochana? Aż mnie przytkało. Powiedziałam, że nie da się tego wykluczyć. A ona, że to czuje, że przecież wiem jaką jest czarownicą (wiem? Wiem, że gdyby nie przeczytała moich SMSów to nic by nie wiedziała :P) Ale mało tego. Ona czuje, że to jest TEN facet! Ona to wie. A przecież pamiętam, że wcześniej żaden jej się nie podobał. O tak, pamiętam. Nawet dość dobrze. „Ale mamo, tego nie widziałaś na oczy to jak może ci się podobać???” Nie musiała. Ona to wie. Ona czuje, że jest uczciwy, porządny i w ogóle. No i kiedy go pozna. Że przecież niedługo mam urodziny to będzie okazja. Muszę to przemyśleć :) A wczoraj o 19.30 SMS : będę za pół gdziny. Byliśmy umówieni na środę. Ale nie mógł wytrzymać. Cóż. Chodzę dzisiaj baaaaaaaaardzo niewyspana. I bardzo przepełniona uwagą, nadzieją, troską, zaopiekowaniem...Znowu czuję się jak królewna. I okazuje się, że świetnie się w tym odnajduję :P

     

11 komentarzy
  • Magda30
    Magda30 Takie tam? :) Myślisz, że takie zjawiska, przygody spotykają każdego śmiertelnika? Wyobraź sobie, że nie :) Szczęśliwego Nowego Roku :)
    4 stycznia - 1 lubi to
  • grazynakonopka
    grazynakonopka Teraz to już przepadłam, jestem uzależniona od Twojego bloga.
    4 stycznia
  • Andrea
    Andrea Zaczynam czytać ale chyba nie z tego miejsca powinnam startować.
    4 stycznia
  • Andrea
    Andrea 1012 wpisów. No to mnie załatwiłaś :)
    4 stycznia