Święta, mama i ja

  • I znowu się udało przeżyć Święta z mamą. Który to już raz? Tym razem było wyjątkowo ciężko, bo 3 dni pod rząd. Ale zanim w ogóle nadeszły, były przygotowania…

    Ja miałam zrobić śledzie. Oczywiście dusza prymuski nie pozwoliła mi zejść poniżej pięciu smaków. W oleju, cytrynie, korzenne, w sosie śmietanowo – musztardowym i po kaszubsku. Chciałam, żeby były świeże, ale już „przegryzione”, więc zabrałam się do nich w czwartek. W sklepach przez ostatnie tygodnie działy się sceny dantejskie. Jakby ogłosili wojnę. Plan był taki, że w czwartek po pracy pojadę na zakupy ostateczne i robię śledzie. Zanim plan doszedł do realizacji napisała Moja Przyszła Synowa, która w tym roku przygotowywała większość Wigilii. Że w ferworze zapomniała o włosach  wygląda jak &%$%^&^% i czy przyjadę położyć jej farbę. Ma ciemne, czarne włosy i bardzo szybko zaczęła siwieć, a na tym ciemnym tle mocno widać. No jasne, że się zgodziłam i napisałam, że przyjadę. Ona : ale wiesz, że Cię kocham? No już parę razy mi mówiła, ale ja dość łasa jestem na wyznania :) Pojechałam, nałożyłam. Potem do sklepu. Odstałam co trzeba i cała zadowolona podjeżdżam pod dom. Pod którym to domem olśniło mnie, że do śledzi w cytrynach potrzebne są cytryny…Z bardzo nieładnymi słowami na ustach usiłowałam zakupić wzmiankowane w Biedronce. Ale w tej sieci sklepów to już zupełnie było nie do wejścia nawet. A co dopiero do wyjścia. Z jeszcze brzydszymi słowy na ustach pojechałam z powrotem do marketu. Zapakowałam dwie cytryny i skierowałam się do kas. A tu jedna z pań z obsługi przechodziła przez sklep, popatrzyła na moje dwie cytryny oraz minę i zaprosiła mnie do pustej kasy. Mina mi się diametralnie zmieniła. I pozostała taka nawet gdy po zapłaceniu za cytryny przypomniałam sobie, że miałam jeszcze kupić przyprawy…Pani, że mogę spokojnie wejść z tymi cytrynami, mam wszakże paragon, a jak będę już wszystko miała, ona znowu mnie obsłuży bez kolejki, bo nie otwiera kasy. To musiał być jeden z moich Aniołów. Wróciłam z przyprawami, pani skasowała, ja 5 razy, że dziękuję i wesołych świąt, a pani, że jak coś to sklep jest czynny jeszcze jutro…Ja, że haha. Wróciłam do domu. Rozpakowałam wszystko, śledzie do moczenia, ja w piżamkę roboczą. Kroiłam cebulę, sparzałam, smażyłam, no przygotowanie śledzi. I dopiero jak już byłam spocona, z ledwo żywym kręgosłupem oraz światełkiem w tunelu na zakończenie prac stojących…zauważyłam, że mam KURWA MAĆ RESZTKĘ OLEJU!!!! Było 15 minut do 21. Ubrałam dresik bojowy na piżamkę i pognałam kurcgalopkiem do Biedronki. Gdzie spotkałam Sąsiadów. Sąsiadka ma takie zmarszczki pod oczami, że aż miło popatrzeć. A ja bardzo potrzebowałam promyczka tego dnia…Wróciłam do domu, zrobiłam 3 słoje śledzi, po czym okazało się, że kupiłam ich za mało…Następnego dnia pojechałam po kolejne. Powtórzyłam śledziowo – cebulowo – przyprawowe czynności. W sume przetworzyłam 2,5 kg filetów. Odgruzowałam i wyremontowałam pośledziową kuchnię. I już był piątek godz.23, więc mogłam zacząć się cieszyć na Święta :)

    Wigilia z rodziną Przyszłej Synowej, u nich w domu, tłum ludzi, więc mama jakoś zginęła wśród nich. Pierwszy dzień Świąt podobnie, chociaż już ze zgrzytami. Pojawiła się bowiem babcia Przyszłej Synowej (81 lat, bardzo ciekawa osoba, narżnięta od rana i z partnerem młodszym o 20 lat, który wszakże upierał się, że jest tylko znajomym :) ), która była na tyle nieuprzejma, że od progu zaczęła się mną zachwycać, a potem jakieś 30 razy spytała jakim cudem jestem matką Mojego Syna i twierdziła, że to niemożliwe. Mama kilkakrotnie próbowała zaistnieć, wtrącając, że ona jest babcią, ale babcia PS olała ją po całości. Siedziała więc nafoszona. W końcu przyszedł drugi dzień Świąt. Syn z PS pojechali znowu do jej rodziny, a ja z mamą do jej brata. Jezu…Po drodze zadzwoniła mamy siostra, że wujek źle się czuje i dobrze byłoby kupić mu fervex. Przed dyżurną apteką znak ślepej uliczki. Mówię więc : wysiądź, a ja zawrócę. Wrzask, że nie, bo tam jest przejazd. Mamo, stoi znak ślepej uliczki…TAM JEST PRZEJAZD, PRZECIEŻ MÓWIĘ !!! OK, wjechałam. Przejazdu naturalnie nie było. U wujka to już zupełny total. Wchodzimy, rozbieramy się, a wujek do mnie : schudłaś! Ja w śmiech, że to najlepszy prezent pod choinkę, bo nie schudłam. A wujek : może to tak wygląda jak koło mamy stoisz! Matka wpadła w szał. TO CO, JA TAKA GRUBA JESTEM ?????!!!!! Wujek : no mniej więcej jak dwie twoje córki, to chyba jesteś :) Ciotka mówi do mnie, żebym przyniosła kutię. Matka : nie przynoś, ja nie będę jadła! I tak dalej i tym podobnie. Byłam umówiona z pewnym obiecującym panem, o którym opowiem później, że dam znać jak będziemy wychodzić, o której mogę być i wysłałam mu SMSa, że o 17 pod choinką. Myłam naczynia (ciotka i wujek są bardzo schorowani i mają ogromne problemy z poruszaniem się), telefon leżał na stole gdy przyszła odpowiedź. Matka skoczyła do tego telefonu i na cały regulator : możemy się spotkać o 17 pod choinką. Bardzo się cieszę. I do mnie z gębą : co to jest, kto to pisze?! Zabrałam jej telefon, wyjaśniając tylko, że to była wiadomość dla mnie, nie dla niej, więc nie musi jej rozumieć. Nawet się bardzo nie zdziwiłam. Zawsze czytała moje rzeczy, otwierała listy. Ludzie się nie zmieniają. Przynajmniej tacy jak ona. Potem jeszcze tylko pokazywała wujkowi jak ma chodzić w swoim chodziku, w którym chodzi bardzo powoli i z wielkim trudem z powodu choroby, ale przecież ona wie lepiej i jakby posłuchał to by chodził szybciej)!No i na koniec nie chciał mi odpalić samochód (mama : bo źle nogi na pedałach trzymasz!), jakiś sąsiad wujków czymś w coś popsikał i odpalił. Po pół godzinie wysadziłam mamę pod domem i odetchnęłam. Oraz napisałam SMSa do Owcy, że nie będzie mnie jutro w pracy. Potem zawiozłam samochód do mechanika, wzięłam z firmy służbowy (przy okazji uruchamiając alarm i ściągając firmę ochroniarską) i pojechałam na randkę. Pan jest z portalu randkowego. Ma 191 wzrostu, jest spod koziorożca, budowlaniec. Z wąsem. Nigdy w życiu nie miałam faceta z wąsem. Bez zobowiązań. Mieszka 15 km ode mnie w domu z rodzicami i siostrą ze szwagrem. Czyste buty i paznokcie, poczucie humoru. Wydaje się najnormalniejszym facetem na świecie. I jest cały na tak. Aż się zastanawiałam czy kolejny dojdzie do wniosku, że jestem dla niego za dobra. Ale nie. Przynosi kwiaty, pisze, dzwoni. Uwzględnia mnie we wszystkich, nawet najdrobniejszych pomysłach i planach. Zaprosił mnie na Sylwestra do jego domu, na ognisko z rodzicami i siostrą ze szwagrem. Zaznaczył, że dostanę pokój zamykany na klucz i gwarancję nietykalności :) No i już zobowiązał się, że pomaluje mi mieszkanie:) Jestem ostrożna i powściągliwa, ale nieźle to wygląda. Czas pokaże czy równie dobrze będzie wyglądało później. Po pierwszym spotkaniu byłam totalnie niezdecydowana. Swoim zwyczajem oglądałam wszystko z 88 stron. Po wczorajszym skłaniam się bardziej w stronę tak. Miło, że znowu ktoś mnie adoruje i prawi komplementy w ilościach wielkich. Dobrze to robi na poczucie wartości. A i jeszcze jedno. Dwa dobre związki w moim życiu, takie, w których byłam traktowana jak królewna, były z panami o imionach na P. Ten też ma imię na P. Lubię wierzyć w dobre znaki :)

6 komentarzy
  • Fa
    Fa Wszystkiego dobrego w nowym roku BabaBest :) Nawet nie wiesz jak jestem ciekawa Twojego Sylwestra :) Przyjęłaś zaproszenie? :)
    2 stycznia - 1 lubi to
  • Kataarzyna
    Kataarzyna Dorosły facet proponuje Ci rodzinnego Sylwestra, nietykalność ... Wiedząc, że u Ciebie nigdy nie bywa nudno będę co kilka godzin zaglądała czy dodałaś wpis :)
    2 stycznia - 1 lubi to
  • Yenika
    Yenika Zacznę od tego, że życzę Ci by był to rok fantastyczny a na tej najistotniejszej płaszczyźnie przełomowy. I jeszcze zdrowy, pełen energii, przyjaźni i miłości. A teraz jak i koleżanki Fa i Kataarzyna zachęcam Cię do napisania kilku zdanek :D
    2 stycznia - 1 lubi to
  • LadyDestrukcja
    LadyDestrukcja Tyle dobra, tyle śledzików. Mniam :) Jak po Sylwestrze?:)
    2 stycznia