Idą święta...

  • Czwartek. Jutro wizyta u kolejnego biegłego sądowego. Straciłam rachubę, który to. Chyba dziesiąty. Jadę z ciut mniejszą niechęcią, bo odkryłam, że za wycieczki krajoznawcze do biegłych należy mi się zwrot kosztów podróży. Po skrupulatnych obliczeniach okazało się, że uzbierało się 335 zł. Nie obrażę się na taki zastrzyk gotówki:) Hm, nie obrażę się na żaden :) Tym bardziej, że już wiem na co pójdzie. Taki niewdzięczny wydatek, bo ani to widać, ani się tym cieszyć, a trzeba. Muszę otóż dokonać wymiany oleju w samochodzie. Dokładniej to musiałam 1000 km temu. I pan powiedział, że z jakimiś tam filtrami w 300 zł się zamknę…Wczoraj za leki zapłaciłam 400…Się powodzi to się wydaje :)

    Od lat w okresie świątecznym nie tryskam najlepszym humorem. Te nachalne reklamy rodzinno - miłosno – mdlące wszędzie, na każdym kroku…Te kolędy w każdym sklepie, urzędzie i gdzie tylko się da…No i tłumy ludzi. Tłumy. Mam wrażenie, że oni wszyscy co roku dostają jakąś tajną wiadomość, że Święta będą trwały 2 tygodnie. Ja takiej wiadomości nie otrzymuję, więc tylko wpieniają mnie załadowane po brzegi parkingi i przejazdy dom – praca – dom w podwójnym czasie. W tym roku jakby jednak mniej. Obserwuję i spokojnie(j) robię swoje. Dojrzałam? Czas byłby najwyższy :) W ramach przygotowań do Świąt wyprałam firanki i umyłam okna oraz podjęłam decyzję o pożegnaniu obecnej pani sprzątającej. Nie mam cierpliwości za każdym razem dosprzątywać po niej tego czego nie zrobiła lub zrobiła na odwal. Poza tym to taki rodzaj osoby, od których staram się trzymać z daleka. Na początku spytała mnie czy ktoś z moich znajomych nie ma może wózka – spacerówki, bo jej się popsuła. Rozpuściłam wici wśród znajomych, znalazł się. Niestety w Zapyziałym Mieście. Znajomy go tu przywiózł, podrzucił mi do pracy, ja jej do domu. Podobno coś tam miał połamane. Nie wiem, nie oglądałam, być może. Jednak reakcja kobiety mnie rozwaliła. Stwierdziła tym syczącym, przezzębnym tonem używanym często przez moją mamę : to dlatego taki ten znajomy był dobry i oddał wózek, bo wiedział, że zepsuty! Ja nie uważam, że tak było. Łatwiej byłoby mu wózek wywalić do pierwszego z brzegu śmietnika niż targać go tutaj, więc jestem pewna, że chciał dobrze. A ta drobna, hm, różnica w ocenie świata bardzo mi przeszkadza…

    W pracy znowu młyn. Cienko z kasą (choć ja dostałam parę dni temu rekordową wypłatę z rekordową premią), wypłatę Szef zrobił w piątek, doszła w poniedziałek. Zrobił się jeden obóz (Szpila z Guru, Sympatyczna Koleżanka i Bzyk – koleżanka, która ma pasiekę pszczół i bardzo lubi bzykanie, a siedzi w pokoju ze Szpilką), który wszystko ma za złe, jest cały na nie, chodzi, wyzłośliwia się, intryguje i podsyfia. I ten właśnie obóz w piątek wieczorem, gdy już było wiadomo, że wypłata tego dnia nie dojdzie, zrobił takie larum jakby co najmniej Putin wkroczył do Polski. Szkoda mi Sympatycznej Koleżanki i Bzyka, bo to fajne dziewczyny są, ale z drugiej strony, skoro tak wsiąkły w tą roszczeniowość to najwyraźniej im ona pasuje. SK to wręcz stała się liderem. To ona najgłośniej ujada. Nie znoszę takiego zachowania. Masz problem – idź z nim do Szefa. Nie da się go rozwiązać – szukaj innej pracy. Ale chodzi o to, że one nic takiego nie robią, nie szukają rozwiązań. Tylko piłują paszcze. To jest szeroko rozpowszechnione w naszym społeczeństwie zachowanie. Na czele jego wyznawców powinna stać moja mama. Może dlatego mam na nie uczulenie? Takie bezproduktywne wytwarzanie jadu i zachęcanie innych do tworzenia własnego. A potem wspólne się w nim tarzanie. Jak można to lubić? I co się z tego ma? Naprawdę nie wiem. Na szczęście, dla równowagi, jest obóz prawie wcale nie narzekających, do którego należymy my z Jej Wysokością, Owca (ona jest wpieniająca w inny sposób, ale bez roszczeniowości), koledzy, Koleżanka Koordynatorka i Szefowie. Powinnam napisać Była Koleżanka Koordynatorka, bo przedwczoraj złożyła rezygnację z tej upierdliwej funkcji. Szef przyszedł spytać co ja na to. Ja, że jak się przyjmowałam do pracy to powiedziałam – wszystko tylko nie zarządzanie ludźmi – i zdania nie zmieniłam. Więcej kandydatów nie ma. Jeszcze przez moment był pomysł, że może Jej Wysokość, ale tylko przez moment. To świetna dziewczyna, ale od pomysłów, kreatywności, działania, energii. Natomiast systematyczność i uporządkowanie to nie jej bajka. Od tego w naszym pokoju jestem ja. Może gdybyśmy zostały Nadzorującym zespół w dwóch osobach?... :) W takiej sytuacji Szef podjął się osobistego kierownictwa. No to ta część zespołu co bardziej udaje niż pracuje może odetchnąć :) Chociaż…ludzie się zmieniają…E, no bez przesady, nie aż tak i nie mój Szef :)

1 komentarz