Przed weekendem

  • Jak ten czas powoli leci
    Pierwsza druga, wpół do trzeciej
    A do piątej jeszcze tyle tyle godzin
    Gdyby można zrobić czary
    Ponapędzać te zegary
    Żeby piąta była już

    Bo ja kończę swą pracę o piątej

    Tak mi do niej tęskno już

    Zaraz wezmę laptopa wyłączę

    Bo mi się lasuje mózg

    Potem wino, kanapa i kocyk

    W księżycową, jasną noc

    I ja będę szczęśliwa, wesoła

    Aż przyjdzie ranek, a z nim od nowa

    Pracę swą wykonywać znów będę

    By do piątej dotrwać mej.

    Tak, nudzi mi się w pracy. Wszystko mam w miarę na bieżąco, a werwy do działań wykraczających poza zwykłe obowiązki jakoś u siebie nie obserwuję. Jutro przyjeżdża Słodziak - i dobrze - bo jestem już zmęczona czekaniem i wymianą SMSów gdy o tyle rzeczy chciałabym spytać, a tyle innych przyuważyć. Wczoraj tak sobie myślałam i myślałam i doszłam do wniosku, że ludzie w wieku bardziej zaawansowanym nie są samotni dlatego, że nie mają okazji, że nic się nie trafia. Są sami, bo nie mają już siły przechodzić przez te pierwsze spotkania, randki, to całe wyczuwanie się i poznawanie. Gdyby dało sie, tak od razu, wskoczyć w normalny związek, z całą jego codziennością, współnymi zakupami, posiłkami, wizytami w warsztacie samochodowym i wieloma innymi, chyba byłoby łatwiej i prościej. Ze względów oczywistych tego się zrobić nie da, ale te pierwsze tygodnie, to obwąchiwanie się, ta niepwność czy w ogóle warto, jest bardzo męcząca. Kiedy byłam smarkata to było miłe, ekscytujące, ta cała gra, w której czekanie na kolejny ruch drugiej strony było przyjemnością samą w sobie. Z wiekiem mocno się to u mnie zmieniło. Odczuwałam znużenie chyba przy wszystkich poprzednich partnerach w tym okresie zapoznawczym. No bo choćby gdzie się spotykać? Ileż można spacerować albo przesiadywać w knajpach? Do domu nie zaproszę, bo mogłoby to zostać odebrane jako jednoznaczne zaproszenie...nie tylko do wizyty w domu. Do jego domu nie pójdę, bo jak wyżej. I kiedy przychodzi ten moment gdy już można się umawiać na wizyty domowe? Bo dla mnie to zawsze ulga...No i przejście do konkretów wiele wyjaśnia. Przede wszystkim podstawy - czy w ogóle warto sobie osobnikiem głowę i dupę zawracać. Te wszystkie słodkości, te całusy przez SMSy...to całe SMSowe klejenie się...Może to być fajne kiedy już pewne ustalenia zostały poczynione, kiedy wiadomo na czym się stoi (a chwilami leży), ale zanim to nastąpi to jakoś tak...jałowo czy coś. Oczywiście nie wykluczam, że jestem już po prostu stara, na pewne rzeczy ZA stara. Choć podobno na miłość nigdy się nie jest. Nadchodzący weekend powinien wiele wnieść do stanu mojej wiedzy i chęci lub niechęci na dalszą współpracę ze Słodziakiem. A zdobywanie tej wiedzy może być całkim przyjemne :)

3 comments
  • Yenika and Olalala like this
  • Yenika
    Yenika To mamy inaczej. Ja tygodniami mogłabym spotykać się na gruncie neutralnym, rozmawiać, poznawać, ekscytować się wyłącznie namiastkami bliskości... Myślę, że świetnie odnalazłabym się w innej epoce z ... pachnącymi listami zamiast ekspresowych smsów. "...  more
    September 23, 2016
  • Kataarzyna
    Kataarzyna Podpisuję się pod słowami Yeniki. Miłość nie lubi pośpiechu. Im szybciej dochodzimy do sedna czyli decydujemy się na związek, wspólne mieszkanie czy też ślub tym większa szansa że zakończy się to fiaskiem. Uważam, że inaczej/lepiej znosi się niedobranie, ...  more
    September 26, 2016
  • Olalala
    Olalala Jak udał się weekend?
    September 27, 2016