Dzieje się :)

  • Zaczynam to pisać po raz trzeci. Mam nadzieję, że tym razem ostatni :)

    Weekend był bogaty w wydarzenia. Na sobotę byłam od dawna umówiona z Panią Problem. W piątek Guru Dolne mówi, żebym poszła z nimi na imprezę. Na to Koleżanka, już nie taka nowa, ale ciągle Przesympatyczna w śmiech i, że nic z tego, bo już jestem zaklepana przez PP. Dziwne miny, ale OK. Dzisiaj przychodzę rano do pracy, a Guru : czy możemy się umówić na weekend, czy też tygodniowe wyprzedzenie to za mało?:) Potem opowiadałam pokrótce o mojej sobocie, a inna z koleżanek, że ona chyba zacznie chodzić ze mną, bo na jej imprezach nic się nie dzieje. Na co Szpilka : ustaw się w kolejce, ten weekend jest nasz! Oczywiście wszystko żartem i ze śmiechem, ale zrobiło mi się miło. Zawsze starałam się dobrze żyć ze wszystkimi dziewczynami i ta sytuacja pokazuje, że naprawdę mi się to udało. Łatwo nie było i nie jest, układy są bardzo wyklarowane i prężnie działające, a ja jednak przez jakiś czas opowiadałam się wyraźnie po stronie PP. Drugi obóz nie przekonywał, spokojnie poczekał aż przejrzę na oczy i się doczekał. Fajnie, że teraz mogę normalnie rozmawiać ze wszystkimi. Naturalnie jeśli PP to zaakceptuje, bo ona najchętniej odcięłaby mnie od wszystkich. Ale to już nie mój problem.

    W minioną sobotę poszłam z PP na to umówione piwo. Z nią i z jej koleżanką, która przyjechała z innego miasta. Zaczęło się normalnie i spokojnie od piwa. Potem były tańce intensywne na świeżym powietrzu. Ale trwały one tylko do północy, a my rozbawione. No to, jak zwykle, wylądowałyśmy w ulubionej Dożynalni z disco polo. Był tam tłum ludzi. Usiadłyśmy przy pierwszym wolnym stoliku, który za chwilę okazał się mniej wolny gdy przyszli ludzie z parkietu. Ta knajpa ma jednak fajną cechę, bo taka sytuacja to nie jest problem. Ktoś usiadł? No trudno, trzeba się ścieśnić i bawimy się dalej. Nie do końca kojarzę moment, w którym przy naszym stoliku pojawił się pewien pan w towarzystwie innego pana i dwóch pań. Towarzystwo jakich wiele. Coś tam gadaliśmy, ale raczej mniej niż więcej, bo hałas, no i ja niewiele siedziałam :) Pan, o którym wspominam, miał bardzo sympatyczny uśmiech i nie żałował go. Poprosił mnie do tańca, po którym chciałam sobie w barze kupić piwo. Na co on, żebym usiadła, on zaraz przyniesie. I przyniósł cały dzban piwa z kegi (czy z kega?). Potem jeszcze kilka dzbanów. Moje koleżanki też skorzystały. Tańczyliśmy. I jakoś tak dziwnie, nie czułam oporu, kiedy mnie przytulił, potem już tak wyraźnie pozatanecznie potrzymał za rękę. Wszystko bardzo delikatnie. Siedzieliśmy obok siebie przy stoliku i gęby nam się nie zamykały. Potem wyszłam na papierosa, on ze mną...No i na sam koniec imprezy był pocałunek. Mniej więcej taki jak w pierwszej klasie liceum. Nieśmiały i delikatny, ale UMIEJĘTNIE wykonany :) Bardzo, bardzo miły :) Wymieniliśmy się telefonami. Dojechałam do domu – SMS czy dojechałam i wszystko OK, potem kolorowych snów. Rano pytanie jak spałam i jak się czuję. Pisownia dramatyczna, jak analfabeta, nawet że przez rz i wczoraj przez f. Zaproponował kawę, na którą się zgodziłam, również dlatego, że następnego dnia wyjeżdżał do pracy za granicę, gdzie pracuje przez 10 dni, a 4 spędza w Polsce. Jakoś tak bezpieczniej :) No to teraz mała specyfikacja : jest ode mnie młodszy o 10 lat. Spytał mnie z troską czy mi to nie przeszkadza. Nie. Spytałam czy jemu nie przeszkadza, że jestem starsza. Odpowiedział, że zupełnie nie. Podobam mu się i już, a zresztą tak znowu wiele starsza nie jestem :) Jest niewiele ode mnie wyższy, właściwie prawie równy. Jasne włosy, zadbane dłonie i buty. Czyściutki i pachnący. Samochód wypucowany na wysoki połysk. Ma 3 rodzeństwa, ŻADNYCH DZIECI!!! i samodzielne mieszkanie w moim mieście. Nigdy nie był żonaty. Ostatni związek zakończył się rok temu. Jest po technikum budowlanym (czyli raczej dyslektyk niż analfabeta) i od wielu lat pracuje za granicą. Do tego wszystkiego, niemal od razu, jest cały na tak, cały zdeklarowany, że on chce. To ja miałam zdecydować czy się spotkamy, czy będziemy się spotykać jak znowu przyjedzie, co jemy, co pijemy itd. On chce, a ja mogę chcieć. Fajne uczucie. No i te SMSy na dzień dobry i dobranoc, że jestem śliczna i słodka (kto ostatni raz napisał mi, że jestem słodka, to było w tym życiu? :P), troska jak spałam i jak się czuję…fajnie:) A przy tym nie czuję się pospieszana, bo on wyjeżdża. Po sobocie zastanawiałam się jak będzie wyglądało spotkanie w biały dzień i na trzeźwo, ale było spoko. Myślałam tylko, że jest trochę wyższy. Jest prosty, konkretny, otwarty. Czy coś z tego będzie? Nie wiem. Ale jakoś nie zauważam kolejki potencjalnych adoratorów z wyższym wzrostem i lepszą ortografią, więc…Czas pokaże.

    W pracy jazdy, z PP w roli głównej. Wreszcie po prostu wszyscy zaczęli głośno ze sobą rozmawiać i to co wychodzi stawia włosy na baczność. Każdy zna inną wersję, każdy inne kłamstwo, a ona próbuje snuć następne. Wczoraj napisała, że MUSI ze mną porozmawiać. Matko…No, ale dobrze, jeśli musi…Zadzwoniła i z tekstem : czy my się jeszcze lubimy, czy sobie ufamy?! Ja, że lubimy się owszem, ale z zaufaniem już nie jest tak hop siup, bo zawiodła je u mnie kilka razy. Oczywiście bardzo naciskała, żebym jej dokładnie powiedziała kiedy, bo ona nic takiego nie pamięta. Nie dałam się. Wyjaśniłam, że przy jej pierwszym kłamstwie przyszłam porozmawiać, bo zawsze biorę pod uwagę, że mogłam czegoś nie zrozumieć, albo znam jakiś wycinek historii, która w całości wygląda inaczej…no, daję szansę. Ona jej nie wykorzystała, próbowała ściemnić jeszcze bardziej i odwrócić wszystko na opak, a potem jeszcze atakowała mnie po alkoholu za to, że w ogóle śmiałam to zauważyć. No, żenada. Przy następnym kłamstwie już więc niczego nie wyjaśniałam i nie zamierzam. Powiedziałam, że teraz po prostu z dużą rezerwą przyjmuję to co mówi, biorąc poprawkę, że to w mniejszej lub większej części, może być nieprawda. Rzuciła : no to cześć! I się rozłączyła. A potem przysłała wiadomość, że mnie bardzo przeprasza, że mnie zawiodła, że bardzo zależy jej na przyjaźni ze mną i co ma zrobić, żebym jej zaufała itd. Odpisałam dopiero dzisiaj, po starannym przemyśleniu. Że jesteśmy z dwóch różnych bajek, że ja w życiu najbardziej cenię spokój i jasne sytuacje, mam wrażenie, że ona wręcz przeciwnie. I, że ją lubię, życzę jej dobrze, ale niech nie liczy na wielkie deklaracje z mojej strony. I, że nie chcę więcej uczestniczyć w jej konflikcie ze Szpilką i Guru, jestem nim totalnie zmęczona. To nie mój konflikt, żyję dobrze ze wszystkimi dziewczynami – tak, z Guru i Szpilką też! I chcę, żeby tak zostało. To tyle. Odpisała po jakiejś godzinie : rozumiem i dziękuję za szczerość. Widziałam, mijając ją na schodach, że płakała. Przykro mi z tego powodu, ale nie mogę omijać zrobienia jej przykrości kosztem wciągania mnie w jakieś afery, z których większość jest osobiście przez nią stworzona! Jestem w stałym kontakcie z panią psycholog, opowiedziałam jej pokrótce o naszym pobycie nad morzem, drodze powrotnej i tym co się dzieje teraz. Bardzo mnie wpiera, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Matko, przez ile trudnych sytuacji ta kobieta pomogła mi przejść…Przez tą obecną przechodzę właściwie samodzielnie, ona tylko jest z boku, gotowa do pomocy gdy mam potrzebę skonsultowania swoich odczuć, albo formy rozwiązań. Wspaniale, że ją mam :) I wpaniale, że to się rozwiązuje, bardzo mnie już męczyło...

3 komentarze
  • nasielka73 oraz Bryzeida lubią to
  • Bryzeida
    Bryzeida Popieram. PP ma wyraźny problem, ale musi rozwiązać go sama. Dość uszczęśliwiania świata swoim kosztem...:)
    8 września 2016
  • wdrodze
    wdrodze Przyjaźń? Czy PP zdaje sobie jak zobowiązujący to termin? Chyba nie...
    8 września 2016
  • Agnieeszka
    Agnieeszka Hmm, jak romantycznie się zrobiło....
    11 września 2016