batony musili własnymi moimi rękoma zrobione...

  • bardzo lubię takie niewielkie batoniki musli... wydają się zdrowe (bo musli), mało kaloryczne (bo małe) i zaspokajają moją potrzebę na przekąskę, szczególnie słodką przekąskę...jadam różne batoniki musli...ale, ale obejrzałam jakiś czas temu program K. Bosackiej na TVNSyle "Wiem co jem" i ona tam podała przepis na takie domowe batony musli...wykorzystałam ten przepis i zrobiłam te batony...po prawdzie wyszły mi nie jak batony, nawet nie jak ciasteczka i ich widok po upieczeniu nie był ładny, ale były pyszne...nie zrażona niepowodzeniem estetycznym będę je nadal sama robiła, bo są pyszne... bakalii nakupiłam sporo co łączyło się z wydaniem kasy, ale za to starczy mi ich na jakiś czas...

    wszystko wsypuję do miski na oko...

    oto moja relacja zdjęciowa z pieczenia batonów-ciasteczek...

    moje produkty, które ja wybrałam to: rodzynki, żurawina suszona, fistaszki, płatki migdałowe, morele i śliwki suszone (pokroiłam je), pestki dyni i słonecznik w karmelu. Muszą być obowiązkowo płatki błyskawiczne (polecam żytnie), wiórki kokosowe i mleko zagęszczone słodkie... reszta jak kto chce...



    następnie wszystko "na oko" wsypuję do miski:



    mieszam, by zrobiła się taka "glajda" (cokolwiek to znaczy):



    całość wylałam na blaszkę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia, by łatwiej odeszło od blachy... i zrobiłam błąd bo trzeba było włożyć to do normalnej blachy na ciasto i nie próbować robić ciasteczek, bo mi się po pieczeniu wszystko zlało i tak i tak musiałam kroić. A poza tym gdybym włożyła to do blachy, to by mi się nie przyrumieniło mocno tylko było by zwarte i mocne (tak jak u Bosackiej w programie). Piekłam około 30-40 minut, sprawdzając zaruminienie co jakis czas w temperaturze między 180 stopni a 200 stopni.

    całość na blaszce przed pieczeniem:



    całość na blaszce po upieczeniu:



    efekt po "pokrojeniu" był mniej więcej taki, w miseczce znajdują się pokruszone kawałki, które też było genialnie dobre...



    wypiek ten ma to do siebie, że nie trzeba go od razu jeść, znaczy się można, ale może też poleżeć dosć długo i nie traci nic ze smaku i swieżości... ja zachwycona jestem tym przepisem... marzyłam o czymś takim, własnym sumptem zrobione ciasteczka... z samego suszu właściwie i ziaren... żadnej mąki, cukru i ulepszaczy...


    pychota, choć na moich zdjęciach nie wygląda to na takie pyszne...

6 komentarzy
  • Kolyska lubi to
  • wDwupaku
    wDwupaku O na pewno wykorzystam ten patent:)
    13 września 2012
  • EwelinaO
    EwelinaO Wiesz, Barbi Ty jesteś genialna. Zrobię takie ciasteczka. Pisałam w blogu, dziecko mam chore i wzieło mnie na łagodzenie stresu słodkim :( Ja wiem, głupie tłumaczenie, świadczy o słabości ale chwilowo nie wyrabiam. Pozdrawiam
    29 października 2012
  • Narcosie
    Narcosie Domowej roboty, najlepsze!
    15 lipca 2016
  • Malgorzata
    Malgorzata Czas mija a ja wracam do tego przepisu :)
    9 października 2016